Jak spakować się na wyjazd?

Jak spakować się na wyjazd?

Pewnie większość z Was co jakiś czas musi zmierzyć się z tym trudnym i uciążliwym – przynajmniej dla mnie –zadaniem. Nie ukrywam, że nie lubię tego robić, dlatego staram się ułatwić sobie ten proces do maksimum. A ponieważ w niedługim czasie czeka mnie mała wyprawa, podzielę się z Wami swoim doświadczeniem jak spakować się na wyjazd?

Choć oczywiście jeszcze chętniej przyjmę wskazówki i uwagi – w końcu człowiek uczy się całe życie.

Od czego zwykle zaczynam? Jakiś czas temu po kolejnym wyjeździe zorientowałam się, że są rzeczy, które zabieram zawsze ze sobą, bez względu na to gdzie jadę. Dlatego też stworzyłam sobie tzw. listę wyjazdową, którą teraz tylko drukuję i w zależności od miejsca docelowego i charakteru wyjazdu dopisuję do niej pozostałe punkty. Gorąco polecam! Stworzenie Waszej własnej listy zajmie Wam tylko chwilę, a znacznie ułatwi pakowanie się w przyszłości.

I tak na pierwszym miejscu mojej znalazły się  niezbędne podczas podróży dokumenty (czyli dowód, paszport, bilety, vouchery ubezpieczenia itd.) Wychodzę z założenia, że wszystko inne mogę kupić. A uwierzcie mi – nieraz zdarzało mi się, że klienci „gonili” samolot, bo nie wzięli ze sobą np. paszportu.

Na mojej liście rzeczy niezbędnych znalazła się też bielizna, okulary, soczewki z pojemnikiem i płynami oraz leki. Teraz myślicie pewnie: jak można zapomniec o bieliźnie? Ano można.. A leki zabieram ze sobą odkąd w Hiszpani, kraju europejskim, gdzie teoretycznie nic mnie nie powinno dolegać, dopadły mnie problemy żołądkowe. Co prawda na miejscu kupiłam leki w aptece, ale nie ukrywam, że czułabym się bezpieczniej, gdybym wiedziała co biorę. I choć dobrze znam angielski zastanawiałam się czy aby na pewno właściwie wytłumaczyłam aptekarzowi czego potrzebuję. Dlatego zawsze biorę coś na żołądek, leki od gorączki i coś od bólu gardła – to jeśli jadę sama. W przypadku wyjazdu z dziećmi moja apteczka jest o wiele bogatsza – w zasadzie biorę wszystko co może być mi potrzebne. Wolę mieć to przy sobie, niż później w razie potrzeby jeździć i szukać apteki.

Jak każda kobieta biorę na wyjazd kosmetyki. Przy pierwszych wyjazdach moje kosmetyczki ważyły dość sporo – zawsze zabierałam duże i pełne butelki żeli pod prysznic czy szamponów do włosów, po czym połowę zawsze przywoziłam. Dopiero z czasem doszłam do wniosku, że zamiast to wszystko dźwigać, mogę przerzucić się na mniejsze opakowania i próbki. Dotyczy to również past do zębów, kremów czy perfum. Zwłaszcza teraz kiedy miniaturowe kosmetyki można bez problemu kupić w każdej drogerii.

Podobnie z kosmetykami do malowania. Zabieram tylko podkład i tusz do rzęs (choć tym razem zamierzam „zainwestować” w sztuczne rzęsy metodą 1:1. Podobno na wyjeździe jest to niesamowicie wygodne. Na pewno dam znać czy tak jest w rzeczywistości). To co jeszcze ze sobą biorę, to lokosuszarka, która u mnie spełnia również funkcję zwykłej suszarki do włosów. Choć w większości hoteli są one na wyposażeniu, to z ich mocą bywa różnie. A że nie lubię tracić czasu – wybieram swoją.

Jak spakować się na wyjazd?

Jeśli chodzi o ubrania, to zawsze sprawdzam prognozy pogody i staram się zabierać tylko takie rzeczy, które mogą mi się przydać. Zawsze jednak (odkąd niemiłosiernie przemarzłam) – bez względu na to gdzie jadę – zabieram choć jedno ciepłe ubranie. Czuję się wtedy bezpieczniej. Swoją drogą, kiedyś wszystkie ubrania przed wyjazdem dokładnie prasowałam. Po jakimś czasie stwierdziłam jednak, że nie ma to najmniejszego sensu, bo po wyjęciu z walizki i tak są wymięte, więc trzeba je na nowo prasować. Dlatego postanowiłam „zainwestować” (wydatek rzędu 50 pln) w małe podróżne żelazko. Choć zwykle w hotelu jest możliwość wypożyczenia żelazka albo jeśli jedziecie w grupie ktoś będzie je miał, więc nawet jeśli nie macie swojego, to i tak sobie poradzicie.

To co mogę Wam jeszcze podpowiedzieć w przypadku lotu samolotem to dobrze spakowany bagaż podręczny. Zawsze wrzucam do niego kilka sztuk bielizny, ze dwa podkoszulki, spodenki, bluzę, buty na zmianę i oczywiście leki.

Dodatkowo jeśli lecimy wszyscy, to nigdy nie pakuję walizek „dla konkretnej osoby”, tylko w każdej walizce znajdują się ubrania dla wszystkich. To na wypadek, gdyby bagaż nadawany (np. jedna z walizek) zaginął. Choć zdarza się to bardzo rzadko, to gdyby jednak taka sytuacja miała miejsce nie zostajecie bez ubrań, a po podróży możecie się bez problemu odświeżyć i przebrać.

Robię tak odkąd moi znajomi spakowali się w jedną walizkę bez bagażu podręcznego. Pech chciał, że akurat ich torba się zagubiła. Kiedy wylądowaliśmy w Turcji po kilkunastogodzinnej podróży, musieli (na szczęście tylko przez jeden dzień) chodzić w dżinsach i adidasach przy 28-stopniowym upale.

Choć pamiętam również, że cieszyłam się, że to ich a nie moja. Ja w swojej miałam mleko dla dziecka, które od tej pory również wożę w bagażu podręcznym.

To tyle w teorii. Praktyka zwykle bywa nieco trudniejsza, ale to w końcu trening czyni mistrza.

Mam więc nadzieję, że i tym razem uda mi się dobrze spakować.

 

Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.