Zabieg kiedyś ratujący życie, dziś ostatni krzyk mody …

Zabieg kiedyś ratujący życie, dziś ostatni krzyk mody …

Bardziej komfortowy, na pewno krótszy, zaplanowany, zwykle bez komplikacji, zbędnych krzyków, wysiłku, stresu – poród przez cięcie cesarskie. A ponieważ ostatnio mam wokół siebie trochę przyszłych matek lub takich, które właśnie urodziły, postanowiłam, że dziś będzie o nim.

Ponieważ poród naturalny to bardzo bolesne doświadczenie, a opowieści z porodówek mrożą niekiedy krew w żyłach boimy się rodzić naturalnie decydując się na „cesarkę na życzenie”. Mam jednak wrażenie, nie zawsze mamy pełną świadomość tego, z czym dokładnie się to wiąże.

Zwykle słyszymy tylko o zaletach – że będzie szybko, bez bólu, że dziecko będzie mniej zmęczone, a przede wszystkim będziemy wiedziały co nas czeka. Czasem bardzo ogólnie mówi nam się, że mogą wystąpić jakieś komplikacje – rana będzie się trudniej goiła, dziecko nie będzie chciało ssać piersi… Ale rzadko kiedy informuje się nas, że przy cesarce zdarza się więcej powikłań niż przy porodzie naturalnym. Że może dojść do krwotoku, uszkodzenia pęcherza moczowego i moczowodów. Że rośnie ryzyko choroby zatorowo-zakrzepowej. Że z powodu zrostów pooperacyjnych w przyszłości może dojść do niedrożności jelit i niepłodności. Że powikłania po cesarce to nie tylko to co tu i teraz, ale czasem są one bardziej odległe. Chociażby problemy z kręgosłupem i postawą ciała, spowodowane naruszeniem ważnych struktur, stanowiących „rusztowanie’ naszego ciała czy wpływ na przebieg kolejnych ciąż i porodów.

Sama rodziłam dwójkę dzieci naturalnie i wiem, że gdyby nie wspaniałe położne na które trafiłam, nie poszłoby tak szybko i sprawnie. Czy się bałam? – oczywiście – za każdym razem bardziej. Czy zastanawiałam się przy drugiej ciąży nad cesarką na życzenie? – skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. Czy gdybym miała rodzić kolejny raz rodziłabym naturalnie?  –  rozważałabym możliwość cesarki „ze względu na krótkowzroczność”, ale pewnie i tak w ostateczności tak jak za drugim razem zdecydowałabym się na poród naturalny – chociaż w myśl zasady „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” tego zagwarantować nie mogę.

Żeby nie było – nie jestem zwolenniczką czy to jednego czy to drugiego rodzaju porodu. Chciałabym tylko, byśmy świadomie wybierały to co dla Nas najlepsze.

I bez względu na to jak będziemy rodzić, by był to dla Nas najpiękniejszy dzień w życiu.

A Wy jakie macie doświadczenie w tym temacie? Wybierałyście świadomie? A może to los zdecydował za Was? Czy są wśród Was mamy, które rodziły i tak i tak? I co według Was jest lepsze?

Zdjęcie główne Janko Ferlič z Unsplash

Podobne posty:

One Reply to “Zabieg kiedyś ratujący życie, dziś ostatni krzyk mody …”

  1. dwoje dzieci urodzonych na szczęście naturalnie,na szczęście, bo bałabym się krojenia ,mimo że przy pierwszym porodzie była taka ewentualność. Dla mnie jeżeli nie ma konieczności, operacja łączy się ze zbyt dużym ryzykiem,poprostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.