Rodzicielstwo jest przereklamowane

Rodzicielstwo jest przereklamowane

 

Jakiś czas temu na forum znalazłam wpis, że 1-miesięczne dziecko budzi się co kilka chwil między 19:30 a 23. Co prawda w nocy budzi się tylko raz na jedzenie i śpi do 5-6, ale rodzice nie dają rady i nie wiedzą co robić… I wiecie co… z jednej strony zastanawia mnie zdziwienie świeżo upieczonych rodziców, że tak wyglądają pierwsze chwile macierzyństwa  (a w zasadzie rodzicielstwa, bo nie lubię umniejszać roli ojców w wychowaniu dzieci), a z drugiej… no cóż… mam wrażenie, że bierze się to stąd, że rodzicielstwo jest „przereklamowane”.

Z każdej strony jesteśmy otaczani wizją słodko śpiących bobasków, które przytulają się do mamy, ssą spokojnie pierś, nie płaczą, nie mają kolek, nie brudzą się tylko słodko się uśmiechają i są.

No cóż. Jeśli mamy szczęście multimilionera, to może się nam taki egzemplarz trafi, choć w większość przypadków sytuacja wygląda zgoła inaczej.

Mam wrażenie, że o  rodzicielstwie mówi się TYLKO w samych superlatywach zapominając o jego przykrych stronach. A szkoda, bo może wtedy nie byłoby tylu zdziwionych i początkowo rozczarowanych rodziców.

Nie mówi nam się, że od tej chwili wszystko się w naszym życiu zmieni. Że na jakiś czas możemy zapomnieć o spontaniczności, naszych zachciankach, robienia wszystkiego tego na co mamy ochotę, bez oglądania się na kogokolwiek. Zapomina nam się powiedzieć, że na początku może się zdarzyć, że niemalże nie zmrużymy oka, bo są dzieci, które całymi nocami i dniami płaczą. Że karmienie piersią nie jest takie proste, i że jeśli nam się nie uda to nie koniec świata. Że od kiedy na świat przychodzi dziecko, to już zawsze będziemy się o coś martwić: że nie zjadło, że zjadło za dużo, że jest chore, że się nie uczy, że nie wraca na noc…i tak już do końca życia.

Że i my i ono musimy się siebie nauczyć i że trzeba na to trochę czasu.

I że takich ŻE jest mnóstwo, mnóstwo i jeszcze raz mnóstwo…

Rodzicielstwo jest przereklamowane

I choć macierzyństwo jest jedną z piękniejszych rzeczy, które mogły się w moim życiu trafić to żałuję. Żałuję, że nikt mnie wcześniej nie „ostrzegł” jak wyglądają początki. Wtedy na pewno bardziej umiałabym cieszyć się pięknymi chwilami od samego początku i łatwiej byłoby mi znieść te trudne sytuacje, bo byłabym na nie bardziej gotowa psychicznie.

Tak więc jeśli chodzi o mnie wolałabym  to wszystko wiedzieć wcześniej. Po to by móc się przygotować.

Tak było właśnie z Olą. Wiedziałam co mnie czeka i byłam spokojniejsza. Podchodziłam do tych mniej miłych aspektów macierzyństwa z większą cierpliwością bo byłam już z nimi oswojona.

Przecież chyba lepiej się przyjemnie zaskoczyć niż być rozczarowanym i zmęczonym.

A odnoszę wrażenie, że wielu przypadkach tak na początku jest , tylko nie wszyscy o tym mówią.

Zdjęcie główne Dakota Corbin z Unsplash

Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.