Wyprawka dla noworodka – czyli co kupić i nie zbankrutować

Wyprawka dla noworodka – czyli co kupić i nie zbankrutować

Pierwsze dziecko to dla nas niesamowite szczęście i wielkie emocje.  Jeszcze zanim się urodzi myślami jesteśmy przy sklepach z dziecięcym asortymentem. Zastanawiamy się co będzie nam potrzebne.

Martwimy się by przypadkiem nam czegoś nie zabrakło – jakbyśmy zapomniały o tym, że w dzisiejszych czasach kupienie czegokolwiek zajmuje chwilę. Szukamy, czytamy, pytamy w sklepach i okazuje się, że w zasadzie jest nam niezbędne niemal wszystko, co jest na półkach.

Tylko czy aby na pewno?

Do dziś odnajduję w domu rzeczy, które kupiłam przy pierwszym dziecku. W zasadzie, to zbiera się tylko na nich kurz. Nie wykorzystuję ich nawet przy Oli. Z jednej strony szkoda ich wyrzucić, a z drugiej okazują się w ogóle nieprzydatne.

Gdybym miała tę wiedzę co teraz na pewno nie kupiłabym (i nie kupiłam) tylu rzeczy co wtedy.

Poniżej mały skrót tego co MOIM ZDANIEM jest zupełnie zbędne, bez czego bym się nie obyła i co może, ale nie musi się przydać.

Wyprawka dla noworodka – czyli co kupić i nie zbankrutować

Do dziś pamiętam jak wybierałam termometr do wody – a może taki, może niebiski, piesek, kotek … a tak naprawdę użyłam go tylko raz przy pierwszej kąpieli. Miałam wrażenie, że zanim pokazał temperaturę wody, to zdążyła już ona wystygnąć.

Podobnie rzecz się miała z nocnikiem. Jako, że robiłam zakupy hurtowe, dołączyłam go do swojej wyprawki. Jak się później okazało – zupełnie niepotrzebnie. Szymon nawet raz na nim nie siedział. Od razu korzystaliśmy z nakładki.

Podgrzewacz do butelek – jak dla mnie zajmuje tylko miejsce w kuchni. Zanim podgrzeje się w nim mleko czy zupka dziecko się zapłacze.

Kubeczki niekapki – kosztują majątek, a i tak w większości niekapkami są tylko z nazwy. Przy drugim dziecku zastąpiłam je wodą mineralną z dziubkiem (jak dotąd tą z Biedronki, najlepszy niekapek ever – dopóki dziecko nie zassie woda nie wyleci).

Wanienkę na szczęście od razu kupiłam dużą. Mała starczyłaby dosłownie na moment, i zaraz musiałabym kupować drugą.

Nożyczki – oczywiście, że są potrzebne. Ale zestawy dziecięce sprzedawane w hurtowniach to wg mnie strata pieniędzy. Są tępe i nie tną, a „gniotą” paznokcie i  do niczego się nie nadają się. Teraz od samego początku obcinam małej paznokcie zwykłymi nożyczkami i jest super. Ale „mądry Polak po szkodzie”. Szymonowi paznokcie „gniotłam” dziecięcymi z zaokrąglonym czubkiem i w ten sposób tylko mu je poniszczyłam.

Nie wyobrażam sobie również nie mieć przewijaka. Kiedy maleństwo jest jeszcze naprawdę małe, nie tylko wygodnie się na nim przewija, ale w moim przypadku, robiąc to na stojąco odciążałam kręgosłup.

Ubranka  – teraz w zasadzie miałam same używane. Z tych najmniejszych rozmiarów Oli kupowałam coś, co naprawdę bardzo mi się spodobało. Maluszki tak szybko z nich wyrastają, że nie zdążą ich zniszczyć. Wystarczy tylko dobrze przejrzeć olx, czy grupy na fb, i bez problemu coś znajdziemy. Dzięki temu możemy sporo zaoszczędzić. Zwłaszcza, że przy dziecku wydatków nie brakuje.

Ręczniki z kapturkiem – tylko duże. Z małych maleństwo szybko wyrasta, a dwa duże dobre jakościowo wystarczają na lata.

Łyżeczki do karmienia – te, pod warunkiem, że są dobrze wyprofilowane i miękkie również się przydają. Odradzam te jako nakładki do butelek (np. Lovi ma coś takiego).

Pieluszki tetrowe  – tych akurat jeśli jest dużo jest wygodnie, bo nie trzeba ich ciągle prać. Przydają się w zasadzie do wszystkiego:  przy przewijaniu, karmieniu, ulewaniu , przykryciu dziecka – choć tu lepiej sprawdzają się flanelowe …

Wózek – zwykle te używane są w naprawdę w dobrym stanie. A jeśli już koniecznie chcecie nowy odradzam 3w1.  Zobaczcie ile rodziców sprzedaje te wózki. Jak myślicie, dlaczego? Zwykle, kiedy dziecko wyrasta z gondoli i nosidełka okazuje się ,że spacerówka jest ciężka i mało wygodna. Przy pierwszym dziecku szybko z wózka 3w1 przerzuciliśmy się na zwykłą „parasolkę”. Przy drugim na okres zimowy mieliśmy dziesięcioletni głęboko-spacerowy, w którym wychowała się już dwójka dzieci, a na wiosnę kupiliśmy zwykła lekka spacerówkę.

Na pewno na początek niezbędny jest rożek, najlepiej lekko usztywniony. To w nim maluch spędza najwięcej czasu. A jak już podrośnie – warto zainwestować w śpiworek. Dzięki niemu maleństwo jest zawsze przykryte i nie ma obaw, że narzuci sobie kołdrę czy kocyk na głowę.

Jak dla mnie zbędne są też wszystkie ozdoby do łóżeczka. Tak naprawdę są tylko dobrymi łapaczami kurzu. Ochraniacz, falbanka, baldachim to wszystko gadżety, które podobają się rodzicom.

Oczywiście dziecko potrzebuje jeszcze łóżeczka – ja miałam i mam drewniane z szufladą, u rodziców korzystam z turystycznego. W zasadzie sama nie wiem, które lepsze.

Niezbędne są też kosmetyki – ale tu, podobnie jak w przypadku butelek, każde dziecko jest inne i to co dla jednego będzie dobre, dla drugiego okaże się zupełnie nieprzydatne.

A u Was jak było z wyprawką. Co się sprawdziło a co nie? Macie jakieś swoje „must have” dla noworodka? Czego byście już drugi raz nie kupiły?

.

Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.