Zbliża się okres wakacji…

Zbliża się okres wakacji…

Zbliża się okres wakacji, a co za tym idzie wzmożony ruch w branży turystycznej, w której to przez przypadek zaczęłam pracę 11 lat temu i tak już zostało.

Kocham tę robotę prawie jak własne dzieci, zresztą pewnie gdyby było inaczej, dawno bym już ją rzuciła. Ale są takie momenty, że zastanawiam się za jakie grzechy się w to wszystko wpakowałam.

Większość osób pewnie myśli, Cóż to za filozofia sprzedać komuś wczasy? Łatwe, proste i przyjemne. Zresztą, i tak pewnie chodzi tylko o to, żeby komuś coś wcisnąć. Wziąć kasę i wysłać byle gdzie.

Otóż moi drodzy praca doradcy wakacyjnego, specjalisty ds. turystyki czy konsultanta – jak zwał tak zwał – to kawał przyjemnej, ale ciężkiej roboty.

My naprawdę chcemy naszym klientom doradzić. Doradzić dobrze, tak by wrócili ze swoich wakacji zadowoleni, a potem do nas przyszli, po kolejne, i jeszcze kolejne i następne, i żeby tak jak my załapali podróżnego bakcyla.

Chcemy spełniać Ich marzenia – marzenia o podróżowaniu, wypoczynku i zabawie. Ale chcemy też, by Ich ciężko zarobione pieniądze nie poszły na marne. Chcemy by wrócili ze swoich wakacji z poczuciem, że właśnie robili dobry deal i że było warto.

Ale, żeby tak się stało, klienci muszą nam w tym pomóc. I zaufać. Inaczej choćbyśmy nie wiem jaką mieli wiedzę i jak bardzo się starali nie damy rady. Bo nie ma złych ofert, są tylko te źle dobrane.

Często zdarza się, że klienci nie mówią otwarcie o swoich oczekiwaniach. Kiedy przychodzą do nas mówią, ze szukają gwiazdki z nieba, po czym jak dzwonimy z gwiazdką z nieba okazuje, że już kupili w innym biurze … księżyc.

Większość z nas wybrała tę pracę, żeby mieć KONTAKT z drugą osobą, a często zdarza się, że mówimy, i tak naprawdę nie dostajemy żadnej informacji zwrotnej. A to naprawdę ułatwiłoby nam sprawę. Przecież w sezonie często zostajemy po godzinach by przygotować komuś ofertę.

Ale najbardziej przykro jest nam wtedy, kiedy w zamian za swój włożony wysiłek i trud usłyszymy: „Super, bardzo dziękujemy za pomoc, właśnie zarezerwowaliśmy to co nam Pan(i) poleciła w innym biurze (albo przez Internet)”. A ponieważ to nasza praca i też jesteśmy z tego rozliczani, byłoby miło, gdyby ktoś ją docenił i do nas wrócił. Zwłaszcza, że ceny wszędzie są takie same. A w razie problemów internet nie pomoże.

A to przecież dopiero początek podróży…bo kiedy uda nam się już coś zarezerwować, za chwilę pojawia się cała masa różnych niespodzianek… nieważne dokumenty lub ich brak, spóźnienia na lotnisko, overbookingi, rezygnacje, zapomniane dzieci i wiele, wiele innych…I tu znów MY wkraczamy do akcji….

Choć zdarza nam się, że o mało co nie dostajemy zawału w dosłownym słowa tego znaczeniu, to robimy wszystko, by kupione u nas Wakcje były udane.

Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.